Wygrałam walkę o marzenia

Nie ma ambicji naprawiania świata, ale angażuje się w kampanie społeczne na rzecz osób niepełnosprawnych, bo to lepsze niż siedzenie z założonymi rękoma. Jest w niej niespożyta energia, która ujście znajduje na koncertach. Swoimi tekstami chce dawać przykład, że można się podnieść nawet z beznadziejnej sytuacji. Nam Monika Kuszyńska opowiada o swoim niełatwym powrocie na scenę.  

Z Moniką Kuszyńską rozmawia Paulina Sygnatowicz 

Oglądam Pani koncerty i mam wrażenie, że ma Pani niespożytą energię, Pani Moniko…

Koncert to wzajemna wymiana energii pomiędzy artystami a publicznością. Moja publiczność daje mi zawsze bardzo duży zastrzyk energii. 

Powróciła Pani do śpiewania i koncertowania po kilku latach przerwy spowodowanej wypadkiem. Powrót do zawodu nie był trudny? 

Był trudny o tyle, że musiałam przełamać swoje lęki w tej kwestii, zaakceptować się taką jaką się stałam. Nie musiałam się uczyć śpiewać, ale na pewno w nowy sposób wyrażać siebie. Najtrudniejsza była sama decyzja, potem było już coraz łatwiej.

Fani Pani powrót na scenę przyjęli z entuzjazmem. A Pani koledzy po fachu, artystyczne środowisko?

Bardzo entuzjastycznie. Z wielu strony napływały do mnie słowa wsparcia. 

Płytę „Ocalona” dedykowała Pani tym, którzy „chcą walczyć o swoje marzenia wbrew wszystkim słabościom tego świata.” Wygrała Pani walkę o swoje marzenia?

Ta płyta jest tego dowodem. To, że jestem na scenie i mam wspaniałą publiczność, również. Warto przełamywać strach, bo na końcu okazuje się, że wcale nie było tak źle. A satysfakcja jest warta swej ceny.

Czy osoby niepełnosprawne mają szansę na rozwój kariery artystycznej w Polsce? Czy to wciąż jest temat tabu? 

Z pewnością osoby niepełnosprawne mają trudniej. Ja w jakiś sposób przecieram szlaki, ale pamiętajmy, że zaczynałam karierę jako osoba sprawna. Świadomość w tym temacie wciąż wzrasta, ale myślę, że szybko te szanse nie zostaną zrównane. Sądzę, że przede wszystkim trzeba być wybitną jednostką, która swoją osobowością, talentem czy umiejętnościami jest w stanie odwrócić uwagę od swojej niepełnosprawności. Mam kilkoro znajomych, którzy mimo tego, iż poruszają się na wózkach, robią wspaniałe kariery. Nie są wprawdzie związani z branżą muzyczną, ale jednak. Kontakt  z takimi ludźmi otwiera oczy, uświadamia, że niepełnosprawność nie musi być przeszkodą. Zresztą czy istnieje jakiś klucz do kariery? Często zdrowi utalentowani ludzie nie są w stanie przebić muru, mimo wielu starań. Tu nie ma reguł.

Z jakim największymi trudnościami zmagała się Pani jako osoba niepełnosprawna? 

Przede wszystkim z barierami architektonicznymi czyli schodami, progami, dziurami w chodnikach… Brak przystosowania świata zewnętrznego jest przytłaczający i bardzo ogranicza wolność. A to dla mnie największa bolączka.

Dlatego angażuje się Pani w kampanie społeczne? Wierzy Pani, że jest tym w stanie zmienić świat na lepsze?

To w pewien sposób moja powinność, bo walczę przecież o swoje prawa. Czy coś to zmieni? Myślę, że już zmienia. Każda aktywność, każdy sygnał potrzeby zmian, małymi kroczkami prowadzi do celu. Nie mam ambicji naprawienia świata, raczej myślę o tym co realne i wiem, że potrzeba czasu. Nie można jednak tylko siedzieć i oczekiwać, czasem trzeba zwyczajnie zasygnalizować problem, bo świat nie ma świadomości jego istnienia. Jak więc ma go naprawić?

Myślała Pani o tym, aby na przykład zadedykować jakiś utwór właśnie osobom niepełnosprawnym? 

Większość moich utworów dedykuję ludziom, którzy przeszli w swoim życiu coś trudnego, którzy potrzebują dobrego przykładu, że można się podnieść z beznadziejnej sytuacji. To z pewnością mój przekaz, po prostu dzielę się własnymi doświadczeniami. Ale nie zwracam się do żadnej konkretnej grupy, z żadną też zbyt silnie się nie identyfikuję. Jestem za indywidualnością, nie lubię szufladkowania. To, co robię, trafia do tych, którzy potrzebują i szukają właśnie takiej energii. Wspólny mianownik można znaleźć raczej na poziomie emocjonalnym niż fizycznym.

Czytając recenzje płyty „Ocalona” mam wrażenie, że jej słuchacze identyfikują się z Pani emocjami, pozytywnie oceniając zarówno warstwę tekstową jak i muzyczną całej płyty, krytycy natomiast doceniają wysiłek, jaki włożyła Pani w jej nagranie, jednocześnie kwestionując jej wartość artystyczną. Słucha Pani krytyków i środowisko artystyczne biorąc ich opinie pod uwagę przy swoich artystycznych wyborach? 

Ta płyta, tak jak wszystko co robię, nie jest tworzona z myślą o krytykach, nie jest wykalkulowana. Muzyka i słowa wypływają z mojego serca i nigdy nie silę się na to, by się komuś przypodobać. Zarówno przy tworzeniu, jak i wyborze muzyki, po którą sięgam kieruję się tylko i wyłącznie sercem, intuicją, emocjami. To jest jedyna droga, by stworzyć coś naprawdę wartościowego. W moim odczuciu, w muzyce nie chodzi o ekwilibrystykę, lecz o emocje, które nam ona daje. Jak widać w opiniach słuchaczy, do wielu osób trafia ten przekaz. A tak na marginesie, to słyszałam wiele pozytywnych opinii o płycie także od krytyków muzycznych. Ile osób, tyle gustów. 

Negatywna krytyka potrafi zniechęcać, dobre słowa od słuchaczy mobilizować. Co daje Pani twórczego kopa?

Tworzę z potrzeby serca. Cieszy mnie, kiedy słyszę, że moja muzyka porusza ludzi, daje im nadzieję, podnosi w trudnych chwilach. To mobilizuje mnie do dalszej pracy i daje sens. Nie ma nic lepszego dla artysty niż świadomość, że daje się publiczności wzruszenia. 

Szykuje Pani kolejną płytę? 

Jeszcze nie szykuję, choć po trochu zaczynam o tym myśleć. Nie ma jeszcze o czym opowiadać.

Ciekawi mnie, czy przez lata nieobecności na muzycznym rynku zmieniło się Pani podejście do muzyki? Inaczej odbiera Pani dźwięki, inaczej Pani słucha i myśli o muzyce?

Na pewno tak. Głównie dlatego, że dojrzałam jako człowiek. Moje życie całkowicie się z mieniło,  uległo przewartościowaniu, a co za tym idzie, zmienił się mój smak artystyczny. Muzyka stała się dla mnie formą wyrażania siebie i przekazywania pewnych wartości. Dlatego dziś w pierwszej kolejności zwracam uwagę na to, o czym śpiewam. Wartościowych treści szukam także w muzyce, której słucham.

A czego słucha Monika Kuszyńska w samochodzie, pod prysznicem? 

Muzyki słucham głownie w samochodzie. Wciąż odkrywam nowe, wspaniałe dźwięki. W mojej płytotece są: India Arie, Sarah Mclachlan, Eva Cassidy, Fred Hammond, Kirk Franklin i wiele wiele innych. Nie mam jednego czy dwóch ulubionych artystów. Na świecie jest taki ogrom fantastycznej muzyki. W Polsce również. Ostatnio zachwycam się płytą Mietka Szcześniaka pt. "Signs". Polecam również nową płytę Beatki Bednarz "Zamieszkaj ze mną".

Autor: Paulina Sygnatowicz 
Zdjęcia: Magdalena Kujawa UM Torunia

Monika Kuszyńska - piosenkarka solowa, autorka tekstów, była wokalistka zespołu Varius Manx , magister sztuki. W lutym 2013 piosenkarka otrzymała nominację do nagrody Wiktory 2012 w kategorii Gwiazda Piosenki i Estrady. (źródło:  Wikipedia)
Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryny zerobarier.pl , korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce prywatności.