Podniebna przygoda

Podniebna przygoda


Jak zaczęła się ta niecodzienna przygoda?

 Ryszard Lewandowski, właściciel i pilot motolotni oraz stały gość portalu Microaviator, pewnego sierpniowego popołudnia wracał z pracy i jak zwykle słuchał Trójki. Natrafił na relację z akcji noszącej nazwę Niewidomi na tandemach. Okazało się, że grupa wolontariuszy organizuje jazdę na rowerach tandemowych. Jednym z rowerzystów jest osoba niewidoma, drugą widzący wolontariusz.

 


  „W pierwszym momencie wydało mi się to dziwne. Osoba niewidoma na rowerze - trudno to sobie wyobrazić. W audycji wypowiadały się różne osoby biorące udział w akcji. W miarę jak przysłuchiwałem się tej audycji i entuzjastycznym wypowiedziom zarówno widzących pilotów jak i niewidomych uczestników zaczął w mojej głowie kiełkować pewien pomysł. Przypomniałem sobie znaną wśród brytyjskim motolotniarzy postać Milesa Hiltona-Barbera - podróżnika, który mimo, że stracił wzrok latał na specjalnie przystosowanej motolotni. Być może latanie na motolotni może być dla osób niewidomych również ciekawym doświadczeniem” – opowiada.

Skontaktował się z koordynatorem akcji „NNT” Kubą Terakowskim, który szybko rozesłał wśród uczestników serwisu informację o nietypowej ofercie.

„Już pierwszego dnia otrzymałem pierwszego emaila - bardzo entuzjastycznego - od osoby niewidomej, dla której latanie jest marzeniem od wielu lat. Wkrótce miałem już kontakt do kolejnych zainteresowanych osób.”

 Jedną z nich była właśnie Danuaria, która po początkowym wahaniu, „no bo jak tu wsiąść z obcym facetem do samochodu a potem jeszcze polecieć”, zdecydowała się skorzystać z okazji.

 
 „Umówiłyśmy się z p Ryszardem pod biblioteką a ja na wszelki wypadek jeszcze mu dzisiaj napisałam, że rozpozna mnie po trójkowych różowych okularach. Nie wiem, czy czytał ten sms czy nie, ale nas znalazł i pojechaliśmy na lotnisko w Chrcynnie (godzina jazdy z Warszawy). Gdy już dojechaliśmy, pan Ryszard dał nam jakieś krzesła, usiadłyśmy koło samochodu a w tym czasie wytaczał z hangaru motolotnię.”

 Po wstępnych oględzinach pojazdu i zapoznaniu się z zasadami bezpieczeństwa nadszedł czas by wzbić się w powietrze, przed czym Danuaria miała pewne obawy, ale tylko do czasu.

 „A potem to już było fajnie. Przestałam się bać. Poczułam się bezpieczna i stabilna. Tylko te szelki od pasów bezpieczeństwa spadały z ramion, kiedy chciałam wyciągnąć ręce na boki. Ale to podobno nic takiego. Mogą sobie spadać. W końcu to pas biodrowy mnie trzyma na fotelu. Polecieliśmy sobie 10 km od lotniska, widzieliśmy lądujący balon, który startował z lotniska wtedy, kiedy do niego dojeżdżaliśmy. Pilot cały czas mi mówił co robi, z jaką prędkością i na jakiej wysokości lecimy, pytał, czy wszystko w porządku.

To było takie fajne uczucie lecieć czymś takim małym tak wysoko, czuć pęd powietrza i mieć świadomość, że dookoła mnie jest nieograniczona przestrzeń a w niej ja taka malutka w takim malutkim pojeździe. To było jak jazda po powietrzu zamiast po ziemi. Lecieliśmy bez szaleństw. W powietrzu byłam 20 minut. Gdy już wysiadłam z motolotni, miałam miękkie nogi i odrobinę kręciło mi się w głowie.

Po mnie leciała koleżanka. Też była zadowolona i już myślimy o jakimś locie w czerwcu lub w lipcu przy innych warunkach pogodowych.”

 Pełna relacja uczestniczki lotu oraz zdjęcia i filmy dostępne na:

http://danuaria.wordpress.com/2013/09/25/polecialam-bo-ktos-sluchal-trojki/

http://microaviator.pl/main/index.php/kategorie/blogi/13-relacje/61-niewidomi-na-tandemach


Szymon Kucharski








Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryny zerobarier.pl , korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce prywatności.