Nauczyłem się nie narzekać, tylko iść ...

Nauczyłem się nie narzekać, tylko iść, a raczej podążać do przodu.

Rozmowa z Arturem Labuddą, niestrudzonym wózkowiczem, miłośnikiem kolei, który poznał Polskę
w kajaku i na quadzie, został nurkiem „bo każdy tak może”, zwiedził Syberię śladem wspomnień
o „Czterech Pancernych”.

Jest taka piosenka, która zaczyna się od słów: „Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet”….. wsiadasz tak czasem?

Do pociągu nie, ale do samochodu często tak wsiadam bez zastanowienia. Jadę wtedy gdzieś samotnie, by odpocząć od cywilizacji. W samochodzie najlepiej mi się myśli. Często też się wyciszam. Rondo we Władysławowie jest miejscem, gdzie podejmuję decyzję w jakim kierunku tym razem będę podążał. Najdalej dojechałem tak spontanicznie na koniec wyspy Uznam, to jest jakieś 400 km od Helu, gdzie mieszkam.

To miałeś dużo czasu na przemyślenia. O czym myśli Artur gdy spontanicznie wsiada w samochód
i pędzi gdzieś przed siebie?

Czasami podejmuje trudne decyzje, czasami odreagowuje stres, a czasem myślę jaką wystawę będę budował w moim ukochanym muzeum Kolei Helskiej. Często też myślę
o nowej, dalekiej podróży. Co ciekawe, wszystkie moje dalekie wyprawy zaczynam 14 czerwca. Mam sentyment do liczby 14, to moja ulubiona liczba, choć 14 sierpnia  1987 roku miałem wypadek, w którym straciłem nogi….

Zdarza się tak, że rezygnujesz z jakiegoś pomysłu na wyprawę? Czy raczej odkładasz ją na później?

Nigdy nie rezygnuję z moich pomysłów. Czasem jest jednak tak, że nie da się od razu osiągnąć wszystkiego. Jednak warto mieć marzenia i je realizować. Na początku udowadniałem sobie, że mogę zrobić coś fajnego jeżdżąc na wózku.  Potem była to satysfakcja, pasja, radość poznawania nowych miejsc i ludzi. Nie lubię siedzieć na miejscu i nić nie robić.

W 2003 roku uczestniczyłeś w wyprawie do Irkucka. Dlaczego akurat tam? Jak wspominasz te chwile?

Było to pod wpływem książki Romualda Koperskiego „Pojedynek z Syberią”. Autor przejechał całą Rosję samochodem, aż do Cieśniny Beringa, potem na Alaskę i do Ameryki. Chciałem przeżyć to samo co on, poznać te same miejsca i ludzi. Bezkresna Syberia jest niesamowita. Oczywiście na wyprawę ruszyłem 14 czerwca!!

Co Cię zaskoczyło w czasie tej wyprawy?

Po pierwsze to, że większość osób jakie napotkałem, gdy słyszały, że jestem z Polski wspominało od razu film „Czterej Pancerni i Pies”… :)

Po drugie,  na pewno serdeczność ludzi na Syberii. Odległości między miejscowościami są tam duże, a oni zdani są wyłącznie na siebie.  Często pomagają więc sobie nawzajem bezinteresownie. Ta życzliwość wynika z naturalnej chęci pomocy innym. Szkoda, że ta cecha zanika już chyba wśród Polaków.

Po trzecie, pewna uciążliwość będzie kojarzyła mi się z Syberią. Jak przemierzaliśmy Syberię
w czerwcu, tam była dopiero wiosna, ale stada komarów, muszek i gzów nie dawały nam żyć. To co odczuwamy u nas w lecie, jest niczym w porównaniu z tym czego doświadczyłem na Syberii. Muszki przechodziły przez każde zabezpieczenie i obcowały razem z nami non stop!!! Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić… prawda?

Z pewnością! A podróż kajakiem po polskich rzekach? Ile kilometrów przepłynąłeś wraz
z przyjacielem? Udało się zabrać cały ekwipunek na kajak?

Przepłynęliśmy 1310 km. Wzięliśmy wszystko co potrzebne, bo chcieliśmy być niezależni. Kupowaliśmy tylko wodę i chleb. Kajak zamiast 10 cm miał 21 cm zanurzenia. Mielimy ze sobą odzież, jedzenie, namiot, śpiwory, a także mój wózek jakim poruszam się na co dzień. Podczas spływu wózek rozkładaliśmy na dwie części i umieszczaliśmy w dwóch różnych miejscach na kajaku. Kajak miał dokładnie 6 m i 30 cm, co pozwoliło nam na zabranie wielu klamotów.

Czy zdarzyły się jakieś trudne sytuacje?

Szczególnie pamiętam jedną. Ponieważ w czasie naszej wyprawy poziom wody w rzekach  cały czas opadał, z czasem przestaliśmy cumować kajak wystarczająco bezpiecznie. Raz nocowaliśmy na wyspie na wysokości Modlina, gdzie Narew wpada do Wisły. Nad ranem poziom wody podniósł się i kajak odpłynął. Zostaliśmy sami na wyspie. Gdyby nie rybak, który podpłynął łodzią do nas nie znaleźlibyśmy kajaku.Po 1,5 km wspólnych poszukiwań znaleźliśmy go szczęśliwie - osiadł pod Zakroczymiem przy kolejnej wyspie.

Nie obyło się więc bez nerwów podczas tej wyprawy.

Uwielbiasz góry i wodę. Nauczyłeś się nurkować. Zszedłeś nawet na 42 m pod wodę. Czy łatwo jest nurkować bez płetw?

Bardzo łatwo haha… Musiałem najpierw nauczyć się tak jak wszyscy oddychać ustami, a nie nosem – nie jest to takie oczywiste :). Pierwsze zejście pod wodę miałem przy asyście 3 instruktorów. Dla nas wszystkich było to wyzwanie. Oni przy mnie również uczyli się  nurkować z osobą niepełnosprawną.

Skąd pomysł na nurkowanie?

Zafascynował mnie artykuł o nurkowaniu autorstwa instruktora Pawła, który kiedyś przeczytałem w prasie. Napisał w nim, że nurkować może każdy. Wiec z zgłosiłem się do niego, czym wywołałem zakłopotanie. Jednak udało się. To on uczył mnie nurkowania. Skoro każdy może, to ja też. Wiec się nauczyłem.

Poruszasz się na wózku, ale czasem przesiadasz się też na quada. Myślałeś o oderwaniu się od ziemi
i lataniu motolotnią?

Nie tylko myślałem, ale też już próbowałem latać motolotnią i paralotnią, a ostatnio paraglajtem na plaży. Myślę, że wiele rzeczy jest możliwych jak się chce. Największą frajdę daje mi jednak poruszanie się na 4 kółkach. Wtedy czas i odległości nie stanowią problemu.

Udowadniasz, że fantastyczne wyprawy można realizować nie wydając dużych pieniędzy. Jaki jest patent na ciekawą podróż, na którą stać było by zapewne wielu z nas?

Na wyjazd na Syberię wydałem 2,5 tys. złotych podróżując samochodem w 5 osób. Czasem warto jest wiec podróżować w grupie. Podstawą jest zgrany zespół i wspólne pasje. Wtedy niedogodności podróży znosi się łatwiej. Uważam też, że noclegi pod namiotem mogą być równie fascynujące jak w pokoju hotelowym. Nie zabieram też dużo rzeczy na wyjazd, bo to zbyteczne. Myślę, że każdy ma swój własny patent na podróże. Na pewno ważne jest również osobiste doświadczenie, które zdobywa się powoli.

Twoim hobby jest historia, tworzysz ze znajomymi Muzeum Kolei Helskiej, pasjonujesz się kolejnictwem, ale też kolej zabrała Ci zdrowie i pełną sprawność w wyniku wypadku kolejowego. Jak pogodziłeś pasję z tragicznym zdarzeniem?

Mój ojciec był kolejarzem i zawsze chciałem nim zostać. Wypadek nie odebrał mi pasji. Dalej jestem sympatykiem kolei, choć już nigdy nie zostanę kolejarzem jak mój tato. To wydarzenie zaważyło na pewno na dalszym moim życiu. Jest inne niż było kiedyś, ale równie ciekawe
i warte tego, by codziennie cieszyć się tym, że jestem.

Jaki był Artur przed wypadkiem kolejowym i po tym zdarzeniu? Miałeś wtedy niecałe 14 lat.

To było bardzo dawno temu. Ciężko jest oceniać samego siebie. Trzeba zapytać się tych co mnie znają. To, że straciłem nogi jako dziecko, pozwoliło mi szybciej zaakceptować mnie takim jakim jestem. Wychowywałem się w małej miejscowości, gdzie wśród moich znajomych nie znałem niepełnosprawnych. Byłem więc sam i to mnie mobilizowało. Sam uczyłem się wszystkiego:  jazdy na wózku, poruszania się na protezach. Potem zacząłem ćwiczyć podnoszenie ciężarów dla niepełnosprawnych. Wtedy dopiero poznałem  innych, takich jak ja. Nauczyłem się nie narzekać tylko iść, a raczej podążać  do przodu.

Do czego w życiu potrzebne są marzenia, pasje?

Właśnie do  podążania do przodu, do tego by „…wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet…”. Swoje pasje realizuję też w fundacji, która umożliwia mi realizację pasji i wspólne wyprawy. Fajnie jest wspólnie coś osiągać. Wtedy marzenia mają swój szerszy wymiar.

Jakie masz największe marzenia i jak chcesz je spełnić?

Chciałbym wybrać się na pustynię Gobi. Także stworzyć muzeum takie jakie bym chciał, czyli
z wybudowaną repliką improwizowanego wąskotorowego pociągu pancernego. I słowo „improwizowany” jest tu kluczowe, bo nigdy nie było takiego pociągu wąskotorowego jak ten, jaki chciałbym stworzyć. Dodam, że powstające Muzeum Kolei Helskiej ma już swój nietypowy charakter. Ciekawostką bowiem jest  to, że znajduje się chyba jako jedyne w Polsce w bunkrze…:)

A gdy nie podróżujesz, nie nurkujesz, nie wyciskasz sztangi co robisz na co dzień? Jaki jest Twój dzień powszedni?

Pracuję w fundacji i w muzeum. To pochłania mi większość czasu. Ale to są moje dwie największe pasje. Trudno określić, która jest ważniejsza. Wiem jedno - fajnie jest pracować z pasją. Tego życzę każdemu.

Czego życzyć Tobie dziś, za rok, za kilka lat?

Wytrwałości w działaniu, to wystarczy.

Zwyczajowo osoby mające różnego rodzaju dysfunkcje nazywa się niepełnosprawnymi. Ty udowadniasz, że tak nie jest, i że siłą woli można pokonywać z powodzeniem przeciwności. Co na koniec chciałbyś powiedzieć czytelnikom portalu zerobarier.pl?

Ktoś kiedyś powiedział, że: „Ci …, co za dnia marzą, to ludzie niebezpieczni, ponieważ mogą - oczy mając otwarte - wprowadzić swoje marzenia w czyn. Zapraszam wszystkich na spontaniczną podróż do Muzeum Kolei Helskiej :)

Rozmawiał Maciej Niepogodziński

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania witryny zerobarier.pl , korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce prywatności.